Był niski, wychudzony, urody raczej niepięknej, w dodatku bełkotał i gryzmolił zwykle sobie tylko wiadome słowa. Miano go za dziwaka i upośledzonego. Chodził po mieście z drewnianym kuferkiem, w którym trzymał skrawki pakowego papieru, stare szkolne zeszyty, druki urzędowe, opakowania po czekoladach, kawałki tektury, pędzle i farby. Przysiadał na ławeczkach, murkach, pniach, czymkolwiek co stanowiło danego dnia dogodny punkt obserwacyjny i oddawał się czarowi kolorów, faktury, kształtów tego, na co patrzył. Rzadko jadał, bo zwykle nie miał czego, odpoczywał mało, bo jakoś nie miał gdzie, nie mył się i lekarzy w uzdrowisku nie odwiedzał. Malował. Podczas, gdy mijający go ludzie załatwiali swe codzienne sprawy, wychowywali dzieci, przyjmowali gości, odbywali kurację, pili pod parasolem kawę, odwiedzali fryzjera, on malował. Malował niemal bez ustanku, na przykład cerkiew, którą uwiecznił na papierze poprzedniego dnia, kolejową stację, jaką namalował w zeszłym tygodniu, widok na góry, którego mieszkańcy Krynicy Zdroju już nie zauważali. Swoje dziełka próbował przechodniom sprzedawać „bardzo tanio, aby tylko żyć”. Czasem ktoś coś kupił, do domu zabrał, na półeczce postawił albo na strych wrzucił jako jeszcze jedną, niepotrzebną z wakacji pamiątkę, której atrakcyjność wyczerpała się zaraz po wyjeździe z uzdrowiska. Gdyby chciał ją teraz odsprzedać, zarobiłby majątek.
Obrazki mistrza z Krynicy Zdroju, zwanego Nikiforem Krynickim, choć przypuszczalnie jego właściwie imię i nazwisko brzmią Epifaniusz Drowniak (1895-1968), osiągają teraz wysokie ceny na całym świecie. Artystyczną wartość jego niewielkich dziełek jako pierwszy dostrzegł w 1930 r. ukraiński malarz Roman Turyn, który zainteresował nimi grupę polskich i ukraińskich malarzy kopistów w Paryżu. Wszelako przełomowym momentem dla międzynarodowej sławy Nikifora stała się pierwsza, indywidualna wystawa w galerii Diny Vierny w Paryżu, w 1959 r. Najważniejsza w Polsce, retrospektywna wystawa twórczości Nikifora miała miejsce w 1967 r., w warszawskiej „Zachęcie”.
Znawcy jego dorobku za najznamienitsze obrazy uznają te pochodzące z lat 20. i 30. Przedstawiają one sceny we wnętrzach albo na zewnątrz greckokatolickich świątyń, pejzaże beskidzkie, sceny z torami kolejowymi i stacyjkami (Nikifor bardzo lubił podróżować koleją), architekturę pensjonatową Krynicy Zdroju, rzadziej zabytki Krakowa czy Warszawy a także autoportrety, na których malarz ukazuje się takim, jakim prawdopodobnie chciałby być widziany albo jakim widział się w swej barwnej wyobraźni - jako biskup, szacowny mężczyzna w czarnym surducie, a nawet święty.
Od 1995 r. jego obrazy można oglądać w Krynicy Zdroju w Muzeum Nikifora w willi „Romanówka” (Bulwary Dietla 19). Jest ono filią Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, gdzie mieści się odrębna ekspozycja poświęcona twórczości wielkiego mistrza sztuki naiwnej. W Krynicy Zdroju zgromadzono prace artysty pochodzące głównie z okresu międzywojennego oraz pamiątki po nim, m.in. plakaty i katalogi poszczególnych wystaw, artykuły z polskich i zagranicznych czasopism, ręcznie wykonane pieczęcie z napisem „Nikifor malarz, pamiątka z Krynicy”, którymi artysta podbijał swoje obrazki, słynny kuferek, z którym przemierzał Krynicę oraz fotografie, jakie zrobił mu krynicki plastyk Marian Włosiński będący jego prawnym opiekunem w ostatnich latach jego życia. Włosiński był świadkiem wzrostu sławy, a zarazem załamania zdrowia malarza w latach 50 i 60. O tym okresie życia obojga, o ich wzajemnym przywiązaniu opowiada film Krzysztofa Krauzego „Mój Nikifor”, którego premiera odbyła się w 2004 r.
Oprócz muzeum, o oryginalnej postaci i dziele Nikifora przypomina w mieście odsłonięty w 2005 r., w 110 rocznicę urodzin malarza pomnik powtarzający wizerunek artysty znany z fotografii Włosińskiego. Przedstawia on Nikifora z pędzlem w dłoni siedzącego na murku, przed którym stoi charakterystyczny kuferek. Artyście towarzyszy pies. Na pomniku umieszczono tablice z napisami polskim i łemkowskim, jako że Nikifor miał łemkowskie pochodzenie. Jego matka była ubogą Łemkinią, nie wiadomo zaś kim był ojciec słynnego prymitywisty. Niektórzy podejrzewają, że mógł nim być Aleksander Gierymski przebywający swego czasu w Krynicy, inni znowu, że jakiś tajemniczy arystokrata. Matka Nikifora była głuchoniema. On sam urodził się z wrodzoną wadą fizyczną – miał język przyrośnięty do podniebienia, o czym przez wiele lat nie wiedziano, a co stało się przyczyną brania go za upośledzonego umysłowo.
Widząc swój pomnik, Nikifor nie byłby zaskoczony, nawet w największej biedzie, uważał się za wybitnego malarza. Mawiał o sobie „Nikifor – Matejko”. Ten niski, chudy, bełkoczący, zaniedbany człowiek nie mylił się ani trochę.
